NEWS
Oskar Pietuszewski skradł show podczas mistrzowskiej fety FC Porto, także swoim wystąpieniem w języku portugalskim. Skrzydłowy zyskuje coraz większą popularność wśród fanów, którzy też cenią pozostałych Polaków w tym klubie. Feta w Porto była rekordowa, a widzieliśmy na niej obrazki, których nie uświadczy się na takich uroczystościach w Polsce. 🟥 Link w komentarzu👇
Oskar Pietuszewski skradł show podczas mistrzowskiej fety FC Porto, także swoim wystąpieniem w języku portugalskim. Skrzydłowy zyskuje coraz większą popularność wśród fanów, którzy też cenią pozostałych Polaków w tym klubie. Feta w Porto była rekordowa, a widzieliśmy na niej obrazki, których nie uświadczy się na takich uroczystościach w Polsce.
Porto tej nocy nie spało. To była wielka feta z okazji pierwszego od czterech lat mistrzostwa kraju, a duży udział w sukcesie mieli oczywiście Jan Bednarek, Jakub Kiwior i Oskar Pietuszewski. Na ulicach bawiło się nawet 300 tys. osób.
To była większa feta niż cztery lata temu, gdy poprzednio zdobyliśmy mistrzostwo, bo bardzo długo na nie czekaliśmy — mówił mi kibic koło “50” na rynku przy ratuszu, gdzie w nocy odbywały się główne uroczystości. — Wcześniej nie było takiej fety, bo dla takiego klubu jak Porto cztery lata bez mistrzostwa to długo. Zeszły sezon to była katastrofa, mieliśmy trzech trenerów — dodał młody fan Goncalo, z którym rozmawialiśmy na rynku, czekając na przybycie piłkarzy.
Świętowanie zaczęło się oczywiście na stadionie, gdzie piłkarze odebrali złote medale i trofeum za mistrzostwo Portugalii. Tu feta się wydłużyła, a co za tym idzie Bednarek, Kiwior, Pietuszewski i ich koledzy z opóźnieniem ruszyli na dalszą część świętowania.
Na ulicach było wiele tysięcy ludzi, którzy czekali na swoich bohaterów. Mistrzowie Portugalii wsiedli do autokaru, którym pojechali na przystań Feixo, z niej łodzią popłynęli na Ribeira.
W tym czasie fani bawili się tam, a na pomoście prym wiodła klubowa maskotka smok.
Zawodnicy wsiedli na łódź. Furorę robił obrońca Alberto Costa, który przebrał się za Spidermana. Łódź przepłynęła pod mostem Luiza, aż dopłynęła do Ribeiry, gdzie odbył się pokaz sztucznych ogni.
tym czasie fani licznie gromadzili się na głównym rynku przy ratuszu.
Aby tam wejść, trzeba było przejść kontrolę bezpieczeństwa, ale może dzięki temu było spokojnie. Choć nie wszyscy tak uważali. Dagmara i jej chłopak Patryk na co dzień mieszkają w Holandii, ale przylecieli specjalnie na ten mecz. — Przyjechaliśmy tutaj głównie ze względu na to, że w składzie jest trzech Polaków, a dziś dwóch w pierwszym składzie. Lubimy Porto, ale nie jesteśmy kibicami tylko Porto — tłumaczy Dagmara.
Fetę szybko opuścili. — Wyszliśmy z tego tłumu, bo zaczęło się robić niebezpiecznie, jacyś pijani ludzie zaczęli mnie szarpać — powiedziała młoda Polka.
Może źle trafiła. Część rynku została zajęta przez ultrasów, ale większość zajmowali normalni kibice, albo wręcz zwykli ludzie, w umiarkowanym stopniu sympatyzujący z klubem. Raczej nie było też wielkiego pijaństwa.
To była inna feta niż te znane z Polski, które są zdominowane przez ultrasów, tu większość kibiców nie miała nawet barw, choć oczywiście wielu było w klubowych koszulkach czy szalikach.
Czekając na piłkarzy, mogliśmy porozmawiać o Polakach. Trafiliśmy nawet na młodego kibica w koszulce z napisem Pietuszewski
To mój ulubiony zawodnik, przyszedł w styczniu i od razu tyle zrobił — tłumaczył drugi Goncalo, wyglądający na mniej więcej rówieśnika polskiego piłkarza.
A jego równie młody imiennik też go wskazał, gdy spytaliśmy, kto jest jego ulubionym polskim piłkarzem. — Poza tym kibicuję Lewandowskiemu. Szkoda, że Polska nie jedzie na mundial, gdy będzie wiele słabszych od niej drużyn — dodał.
